niedziela, 22 stycznia 2017

Notatki z Bieszczad


Pogrzeb Artura Pustelnika:
Artur leżał w trumnie w swojej chatce. Trzeba było wyjąć ją przez okno, bo inaczej nie dało rady. Nie było łatwo.
Artur otworzył jedno oko gdy trumna niebezpiecznie się przechyliła i powiedział: Amok, uważaj...
Prezes zajechał wozem drabiniastym, na który wstawiliśmy trumnę z Arturem i kondukt powoli ruszył w kierunku cmentarza w Polanie.
Dużo było ludzi.Przyjechali przyjaciele z Chmiela, Dmyszewicze, Holendrzy..
.
Jeszcze nie zapomnieli ŚWIATŁOŚCI tego dnia, gdy odbili się od dna...”



6.10.1998

Gram na didjeridoo. Może za dużo powiedziane, ale jakieś tam dżwięki z drewnianej trąby udaje mi się wydobywać.

To jest korzenio-muzyka, powiedział kiedyś Piotr Spólny Hulskiego.

Muzyka korzeni, liści i płomieni.

Ja, ja, ja – powtarza synek.

Rodzi się EGO.
Czy na pewno ja? 
Pierwsze słowa, które wypowiada człowiek po urodzeniu:
Ja.
Aj em.
Ju było potem.

Swobodnie przepływająca myśl.


E-mail (niewysłany):

Druh Świtek zdał egzamin przetrwania w trudnych bieszczadzkich warunkach na –3. Proszę zabrać męża do domu i niech liże rany, a chałka z ustrzyckiej piekarni z tanią marmoladką będzie mu przypominać czas tu spędzony...

Energia.

Po piećdziesiątce Ego zanika, roztapia się w naturze.
Zaczyna się obserwacja drzew, roślin, zwierząt.
Komunikowanie się ze zwierzętami jest fascynujące. Na przykład z salamandrą przy źródełku.
Jeleń. On jest gospodarzem w tym lesie. Ja jego gościem.
Dzików nie widzę, ale słyszę jak przychodzą w nocy, chrumkają i ryją ziemię w poszukiwaniu smakołyków.
Wygrzebują w ziemi wielkie doły w których śpią, które odkrywam następnego ranka.



2002

Burza jest tutaj wydarzeniem...
Spotkałem wczoraj Artura Grabaja i Grześka od Cichoniów.
Rozmawiamy. 
Ale była burza!
Niebo błyskało i ziemia drżała w Polanie w Gminie Czarna.

Opisuję wydarzenia z mojego życia
niekoniecznie po kolei 
jak się przypomni
Nadszedł ten moment 
inspiracji
na fali wspomień
bez końca



29.08.2002

Rzeźbię sobie i myślę: ale mnie wzięło.
Nożykami w lipie, u
kazują się twarze, boskie, nieboskie, oczy, usta.
Rozmowy ze Świtkiem o kobietach i mężczyznach. Świtek mieszka w chacie, ja w tipi nad potokiem.
Poszła z nim, znaczy się z redaktorem lewackim do łóżka... Tak mówi.
No i dobrze. Śpij i słuchaj muzyki.
Nie chrap.


Dzisiaj było spotkanie z krukiem, na łące koło potoka. Grałem na bębnie, a Głuchy słuchał. Głuchy to potok, który jest granicą.

W sobotę 31 sierpnia w samo południe pojawiła się w tipi gigantycznej wielkości mrówka.
Patrzę na nią i nie wierzę. Taka wielka! Takie mrówki są tylko w Bieszczadach albo Afryce.
Zamarła bez ruchu ta mrówka na przykrywce rondelka, może chce zajrzeć do środka.
Myje się.
Jest czujna. 
Spaceruje, zagląda tu i tam.

.......

Dwa tygodnie w tipi bez deszczu. Miałem jak to się mówi, farta.
Maluję, przerabiam Don Kichota na kota.







Ćwiczenie dzikości. Znacie?
Rozbieram się, przechodzę na druga stronę Głuchego i tam, na dużym kamieniu pod skałą w cieniu drzew przeżywam naturalny stan odcięcia się od cywilizacji, nagi i bezbronny. 
Prawdopodobieństwo że ktoś podejdzie z tyłu jest niewielkie. Teren prywatny.

Każdy z nas ma takie miejsce, ale nie każdy znajduje.
Nie każdy szuka...

Co dalej, jak przyjdzie zima? Powrót do miasta? 
City Cent. Lerk ,Tes. 
Dużo sztucznego światła. 
Zmęczenie.
Miasto. 
Chodzimy, biegamy w różnych kierunkach jak mrówki, dokąd, dlaczego, po co?
Ś. ma przypuszczenia. 
Jest zdenerwowany i spodziewa się katastrofy.
Ludzie. 
Wielu z nich nigdy nie było na wsi, w górach i nie mieszkało w tipi.
Ludzie! 
Mam dla Was ofertę, wczasy bez prądu, bez pixeli, mikrofalówek, grzałek, tranzystorów, walkmanów...


Na dzikiej polanie
Galeria Artura zwanego Pustelnikiem
Zaprasza
A w niej cuda
Afrykanskie choinki
Instrumenty, postacie

...na ścianie wypłowiała kartka:

Gdy Artur z Otrytu odchodził
Buki się kłaniały
A pomniejsze krzewy
Po cichu łkały

Gdy Artur z Otrytu odchodził
Las Go odprowadzał
Góry też by chciały
Ale im zakazał

Gdy Artur z Otrytu odchodził
Zywioły wszelkie gniewne przyszły
Chciały piekło zrobić w Lutowiskach
Ale je uciszył

Gdy Artur z Otrytu odchodził
Dziwnym dreszczem przeszło
A Koliba w żalu wielkim
Podobno zagląda do butelki

Gdy Artur z Otrytu odchodził
Wszystkie sprzęty dziwnie otepiały
Borys zawył tęsknie
A kozy beczały

Gdy Artur z Otrytu odchodził
Czuliśmy to wszyscy
Każdy z nas wiedział że wróci
Choć nie prędko jeszcze.







 Mój notatnik bieszczadzki zaczął się 28 maja 1998 roku.

Jest w nim historia podróży szerszenia na miotle, nie opisana dokładnie.
Wcale właściwie nie opisana, bo jak opisać?
Szerszenie są bardzo inteligentne.

...
wczoraj był gorący dzień
i od razu pojawiły się różne efekty boskiego tworzenia – muszki, pliszki i motyle. 
Nie jestem tutaj sam
Motyle podróżują w słoikach, gdy zabłądzą. Dzięki mojej mamie która w ten sposób ratuje ich życie.
Dzwoni komórka.
Co pan dzisiaj jadł, panie Andrzeju? 
Kasze jęczmienną i jaglaną, trochę ognia i metalu, smaki gorzkie i ostre, była też pyszna fasola, płatki owsiane z mlekiem sojowym, liście mniszka, słodka koniczyna, kwiat mięty (w niewielkich ilościach), pokrzywa jak zwykle...
Łąka nas wychowuje, karmi i pachnie, las broni i chroni...


W tym domku ( na zdjeciu ) mieszkał Artur Pustelnikiem zwany.








Projekty:

Meditation room. Szałas z gałęzi, traw, kory, liści i kamieni.
Miejsce mocy. 
Każdy z nas ma takie miejsce.

SZKOŁA SAMOTNOŚCI.

Magiczne pieśni icaros przepowiadają:

NA GÓRZE WIELKA ŁÓDŹ WIATRU SIĘ ZBLIŻA. PRZYCHODZI Z KOŃCA WSZECHŚWIATA. WRESZCIE NADCHODZI. WSZYSCY MISTYCZNI UZDROWICIELE SĄ W NIEJ. TAKŻE CZARODZIEJE I LEKARZE. Z ODLEGŁYCH KOSMICZNYCH MIAST. POTĘŻNI UZDROWICIELE NADCHODZĄ.’




CzŁowiek jest podobny do drzewa. W sprzyjajacych okolicznosciach wypuszcza galezie. Tymi gałęziami są magiczne pieśni.”

MISTRZ jest wędrowcem.

Nieskończoność jest ruchem.

Women is opening The Gate.
Man follows.










3.11.98:

Pojawiła się Kicia.
Szła sobie polanką jak gdyby nigdy nic.
Miłe spotkanie!
Rozpoznała mnie i zaczęła śpiewać, tak mi się zdawało.
Dałem jej trochę pedigree, ale wzgardziła, i słusznie. Kotek dziki na myszki poluje.
Skubnęła kaszki, otarła się o moją nogę i poszła dalej swoim kocim tropem.
Pirata też kiedyś widziałem. Kot warszawski, z bloku, tzw. kanapowiec.
Nie podszedł blisko, zawsze był nieufny.
Nie jestem pewien czy mnie rozpoznał swoim jednym okiem.
Kot od makrobiotyków z Powiśla, Magdy i Grzegorza.





31, sobota. Burza i didjeridoo.
Mercedes mówi, że moje życie tutaj to pokuta. Męczennik.
Sprzedaj albo spal...













Chyba pasuje mi ta pokuta.


1 września 2002:

Fascynują mnie kamienie! 
Każdy inny ma kształt, jak ludzie jest niepowtarzalny.
W naturze nie ma kopi. Wszystkie stworzenia, rośliny i kamienie różnią się od siebie.
To człowiek wymyślił powtarzalność, kopiowanie i produkcję.




Ćwiczenie dzikości:

Rozebrałem się i przeszedłem na druga stronę strumienia.
Trwając na skale rzeźbionej strumieniami wody (slonce właśnie zachodziło) poczułem się jak człowiek pierwotny, nagi i bezbronny...
Wszystko zostało po tamtej stronie: majtki, komórka.
Nie miałem nawet noża!
Bez ognia, zapałek, bez żony i dzieci.
Gdzie teraz pójdę?



20 lipca 2003.
Przez strumień Teofila pierwsza przeprawa.
Świerszcze graja. 
Wszakże to lipiec!

Jutro pokaz terapii shiatsu w Brelikowie w pobliżu Leszczowatego i Ropienki,
w pobliżu granicy z Republiką Ukraińską. 
Wśród ludności miejscowej
wielu artystów, mistrzów sztuk walki i reiki. 
Niektórzy są buddystami. 

Wracamy do domu
przez łąkę sąsiada 
tutaj pasą się hucuły,
wesołe koniki, 
szczypią pulchnymi wargami
nasze łokcie

Zbliżamy się do strumienia.
Teraz trzeba przejść przez mostek trzymając się liny
Spróchniale drzewo pochyla się co raz bardziej
podmywane przez wodę.
Nie pękamy


14 sierpnia 2003:

Znowu burza!
Jesteśmy na polanie w drewnianej kolibie.
Pod progiem mieszka żmija Mariola, vipera berus, na swój sposób sympatyczna.
Wygrzewa się na słońcu.


Pracujemy sierpem i kosą.
Ścinamy pokrzywy wielkie jak drzewa, zarasta domek i nas zarośnie.



26 sierpnia 2003

Tato, a po co my właściwie żyjemy?
Zapytał Teo.

My i inni ludzie.


14 września 2014

Halny. Noc ciepła. W dzień słoneczko. 

Dach prawie skończony, tylko komin trzeba jeszcze otynkować.

Wieczorem wiatr ustał. Będzie zmiana pogody. 

Mówią, że przy nowiu tak się dzieje.


2.06.2015

Chyba mam towarzystwo. Słyszę szmery i chrobotania w górnych poziomach chaty.

Już?

Popielice wprowadzają się przeważnie nie wcześniej niż w lipcu czy sierpniu.


3.06.2015

Na poddaszu zamieszkała pani Szerszeń. Nie na długo, chyba nie spodobało się jej nieustanne zamykanie i otwieranie okna.


Przeczytane: Czy wiecie, że rekin od 400 milionów lat nie zmienił się, nigdy nie śpi i nie wypoczywa, bo po prostu nie męczy się, a jego jedynym wrogiem jest człowiek?

3.10.2014

Ptaki odlatują formułują klucze, krzyczą i śpiewają, nawoływują spóźnialskich, opieszałych i zagubionych...


Może odlecę? 

Do Algarve :)


18.06.2015 

Początek udaru słonecznego.

1.07.2015 Koniec (udaru).


Rozmawiamy przez telefon komórkowy, bo jeszcze się nie rozładował:-Jaka kobieta chciała by tu ze mną zamieszkać, w takich prymitywnych warunkach, bez prądu, bez łazienki…- A zdziwiłbyś się..

To znaczy że tak.
Dobra wiadomość.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz